Handheldy - przyszłość gammingu?
Kiedy przychodzi zimowy okres, a tegoroczna zima jest, niestety, uprzykrzająca, z reguły mam więcej czasu (i chęci) na ogrywanie gier. Do tego celu służy mi dzielnie od 8 lat PS4 Pro. W świecie wygód jednak, siedzenie na krzesełku czy na kanapie, z padem w ręku i 58-calowym telewizorem przed oczami staje się... hmm, nudne? Męczące? Monotonne?
W każdym razie od wielu lat mamy do czynienia z przenośnymi konsolami. Konsolami, które wielu osobom kojarzą się z małym urządzeniem do grania w Mario albo Tetrisa, o ile nie zapomnisz wymienić baterii. Mógłbym się rozpisywać, czerpiąc wiedzę historyczną z Wiki... z ChataGPT, ale to nie ma sensu. W każdym razie mieliśmy szereg konsol od Nintendo, na których połapaliśmy pokemony, PSP, na którym zagraliśmy (zagraliśmy... żebym ja to chociaż w ręku miał) w GTA Liberty i Vice City Stories. Następnie przyszedł Switch, pierwsza mobilna konsola, na którą mogli pozwolić sobie wszyscy ci, którzy marzyli o Game Boy`u, 3DS czy PSP.
Ale i tak to jest nic przy tym, co dzieje się teraz. Mamy Switcha 2, Steam Decka od Valve na SteamOS i inne na tym systemie operacyjnym. Mamy mocne, ale z topornym W11 handheldy PC, z którego zresztą, po podpięciu taniej klawy i myszki, piszę ten tekst. Jest tego dużo, z różnych obozów, każde urządzenie mniej lub bardziej cieszy się uznaniem. Tu nie łapiemy pokemonów, nie ścigamy się Mario kartem, nie gramy - mimo wszystko, z perspektywy naszych czasów - w topornie działające GTA. Gramy w tytuły oznaczone jak baterie, które wcześniej możliwe były do ogrania na komputerach stacjonarnych czy konsolach. No ewentualnie na laptopach, ale to nigdy nie były dobre sprzęty do grania. Mała wydajność i mniejszy ekran niż monitor PC czy TV.
W każdym razie na handheldzie gramy wygodnie, leżąc w łóżku, czy siedząc przy stole, popijając kawę. Przez erę smartfonów, które są jakby naszą trzecią ręką, jesteśmy przyzwyczajeni do małych, dotykowych ekranów na wyciągnięcie ręki. Dlatego mimo dużych monitorów i komputerów czy telewizorów i konsol, ludzie wybierają handheldy.
To nie są demony mocy i wielkości ekranu, ale biorąc pod uwagę, że trzymamy to w łapach i gramy w wymagające gry, to są to rewelacyjne urządzenia.
Sam po zakupie Legiona Go 2 ani razu nie włączyłem PS4. Mało tego, mam jeszcze jeden tytuł do ogrania na PS4. Płytka kupiona, jeszcze zafoliowana, a je siedzę przed 8,8 calowym ekranem i piszę głupoty - na całe szczęście już kończę. I zaraz biorę się za granie.
Handheld PC jest w stanie zastąpić laptopa czy kompa w takim prostym, domowym użytku, co w sumie chcę pokazać, pisząc ten tekst z handhelda. Zakupiłem Legiona jako zamiennik za starego laptopa, który był używany raz na kilka miesięcy i który postanowił przestać współpracować. Handheld, na którym, jak to sobie wyobrażałem, będę i trochę grał, i coś tam na nim porobię "komputerowego", bardziej będzie on leżał niż był używany. Leżę to ja, z handheldem wieczorem na kanapie i ogrywam masę gier, które wcześniej trzeba było ogrywać na sprzęcie nie z pierwszej łapanki, ale przede wszystkim - stacjonarnym.
To jeszcze nie jest ten poziom, ale uważam, że handheldy będą nr 1 w gammingu. Może nie dziś i nie jutro, ale i też nie za 10 lat. Jest jeszcze wiele bolączek, np. spadek wydajności po podłączeniu pod TV, co wyklucza pełne zastąpienie konsoli stacjonarnej handheldem. W GTA 6 też nie pogramy. Niemniej, nie licząc drożyzny jak kości RAM, wszystko idzie w dobrym kierunku.
Niektórzy mówią, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Po części to prawda, ale z drugiej strony - kiedyś mieliśmy telefony, MP3, MP4, aparaty cyfrowe, słabsze laptopy "takie tylko do internetu". Dziś mamy smartfony, które zastępują nam te wszystkie urządzenia. A skoro wpis o konsolach, smartfony sprawiły, że nieszczęsne PS Vita okazało się klapą. Po co kupować konsolę, z drogimi kartami, jak można pograć na smartfonie?
Dlaczego zatem handheld nie miałby, dla przeciętnego zjadacza chleba, zastąpić komputera (laptopa) czy konsoli, stając się urządzeniem biurowym, gammingowym i mobilnym zarazem?
Komentarze
Prześlij komentarz